Chwila oddechu… Kiedy, jak i w jakim celu napięcie opada?

Witam,

Dziś zgodnie z obietnicą powracam do tematu poruszonego w opublikowanym niedawno wpisie, a mianowicie do kwestii napięcia w powieści (Jak budować napięcie w powieści? O emocjach i o podwyższaniu napięcia.). Skoro było już o tym, jak owo napięcie podwyższać, czas zastanowić się, jak i kiedy je obniżać. Wydaje mi się, że w tym miejscu narzuca się pytanie: po co to robić?

We wspomnianej notce pisałam wszak, że w miarę rozwoju opowieści emocjonalna i intelektualna presja, jaką staramy się wywrzeć na bohaterów i na czytelnika, powinna rosnąć. Oczywiście jest to prawda. Ale nie do końca.

Chodzi o to, że nasz wspinający się po szczeblach zdarzeń wykres zwiększanego napięcia nie jest linią prostą. Jeśli przyjrzeć mu się z bliska, jego geometra zaczyna przypominać poszarpane brzegi fraktala albo nierówności to opadających, to wznoszących się szczytów górskich. Szpikulce tych szczytów odpowiadają scenom, czyli jednostkom konfliktu, natomiast przełęcze między nimi to sequele – łączące sceny jednostki tekstu, które odwołują się przede wszystkim do emocjonalnych reakcji bohatera, refleksji i procesu podejmowania decyzji. To właśnie sequele są miejscami, w którym obniżamy napięcie. (Nazewnictwo”sceny” i „sequele” użyte jest przez D.V. Swaina w książce „Warsztat pisarza. Jak pisać, żeby publikować” (Wyd. AG-TEL).)

Powtórzę pytanie: po co to robimy?

  • Żeby odzwierciedlić proces bodziec- reakcja i uprawdopodobnić działania bohatera. Zazwyczaj ludzie w sytuacji zagrożenia najpierw reagują emocjonalnie i podejmują szybkie działania. Dopiero później, gdy niebezpieczeństwo minie, przychodzi czas na refleksje, przemyślenia, „zimne” kalkulacje…
  • Żeby zapobiec habituacji, czyli zanikaniu reakcji na powtarzający się bodziec, a w rezultacie zmęczeniu lub znudzeniu naszego czytelnika. Chodzi o to, że duże nagromadzenie sytuacji konfliktowych w minimalnych odstępach czasu powoduje spadek oddziaływania każdej z tych poszczególnych sytuacji. Zaczynają się one wzajemnie zagłuszać. Żeby zalśniły pełnym blaskiem, potrzebują odpowiedniej oprawy – a tę stanowią otaczające je sequele; chwile wyciszenia akcji, które uwydatniają konflikt, podobnie jak spokojna tafla jeziora uwydatnia każda powstałą na nim falę.
  • Żeby wywołać wzmocniony  efekt w scenie następującej po sequelu – dzięki zasadzie kontrastu.
  • Żeby przygotować sobie przestrzeń pod planowany zwrot akcji; wprowadzić potrzebne informacje, zastosować retrospekcję czy zbudować odpowiedni klimat…

Co powoduje obniżenie napięcia? Oto kilka rad, o których pisze D.V. Swain:

Zmiana punktu widzenia. Oznacza ona również nową perspektywę i sytuację, w której czytelnik musi się odnaleźć. Niebezpieczeństwa zagrażające postaci, którą właśnie „opuściliśmy” już nas nie dotyczą. To co po nich pozostaje, to ciekawość, która będzie popychała nas do dalszej lektury… zwłaszcza jeśli punkt widzenia został zmieniony w interesującym momencie – mamy wówczas podświadomą nadzieję na dosyć szybki powrót w skórę „zawieszonego” w czasoprzestrzeni bohatera. Czekamy na ten moment w przyszłości, kiedy dana postać powróci.  (oczywiście to troszke uproszczenie :)) Natomiast obecnie całą energię skupiamy  na tym, żeby jak najszybciej poznać naszą nową sytuację. Pierwsze pytania, jakie zadaje sobie czytelnik po zmianie punktu widzenia to „Gdzie jestem? Kim jestem? Co się dzieje?”.

Ukazanie procesu podejmowania decyzji. Czyli zagłębienie się w meandry rozważań bohatera nad dalszym kierunkiem, jaki powinny obrać jego działania. W takim ujęciu konflikt zewnętrzny, który stanowił siłę napędową sceny, przechodzi w sequelu w konflikt wewnętrzny bohatera, w wytężone duchowe rozterki 🙂

(Ten punkt wydaje mi się jednak sporym uproszczeniem. Przykład – obecnie czytam książkę „Golem” Gustava Meyrinka i psychodeliczne rozważania bohatera, których w niej pełno, chwilami zioną lekką grozą… Nie powiedziałabym, że obniżają one napiecie. A przynajmniej nie aż tak bardzo…. Ale też ksiażka jest dość specyficzna.)

Opisywanie życia codziennego bohatera i rutynowych czynności z tego życia. D.V. Swain pisze tu o „czynnikach niezwiększajacych napięcia”. Według mnie te czynniki może w zasadzie stanowić wszystko, co nie dotyczy akcji i nie przekłada się bezpośrednio na rozwój opowieści ku przyszłości (a więc np. dłuższe opisy, dygresje czy retrospekcje) – wszystko zależy od skali, w jakiej te elementy zostaną zastosowane. Oczywiście z niczym nie można przesadzić 🙂

To by było na tyle jeśli chodzi o ten wpis. Miłego popołudnia!

Comments

  1. ~maria_antonina

    Bardzo się cieszę, że pomimo tego iż Werewolf Fullmoon nie jest jakoś super nowatorskie to przypadło Ci do gustu 🙂 Ciężko nad nim pracuję, mimo wszystko.

    Dziękuję za komentarz na moim blogu – jeśli masz jakieś uwagi co do fabuły lub warsztatu – pisz śmiało!
    Zapraszam na kolejny chapter!

  2. ~summ

    Hm… w zależności. Niektórych czytelników na przykład takie coś wkurza, ale to chyba nielicznych. Jak wiadomo, nie zawsze trafi się w gust tego, który czyta to, co się nabazgrało. 🙂 No ale pomysł faktycznie dobry, może się do tego dostosuje w swoich pracach? W każdym razie, naprawdę przydatna notka. 🙂
    No cóż, idę czytać wcześniejsze posty.

  3. ~Mario

    Podczas czytania fragmentu o habituacji przypomniała mi się Gra o Tron, kiedy to zbyt wielka ilość ginących bohaterów w stosunkowo krótkim czasie sprawiła, że nie czułem już żadnych emocji z powodu ich straty:)

    1. Post
      Author
      Paulina

      Hej:) Jeśli chodzi o „Grę o tron” to miałam podobnie! I chociaż „Gra…” strasznie wciąga, osobiście wolę, kiedy śmierć jest w historii wykorzystywana bardziej oszczędnie, kiedy jest czymś przełomowym, mrożącym krew w żyłach. Gdy taka być przestaje, to jakby pozbyć się wszystkich asów z rękawa. Bo czym jeszcze przerazić albo wzruszyć czytelnika? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *