Krótkie przemyślenia po akcie tworzenia… Kilka słów o poszukiwaniu wydawcy.

Witam,

Ostatnio nie zaglądałam do bloga, a to zarówno z  braku wolnego czasu  jak i z powodu głębokiej rozpaczy oraz lekkiego wstrząsu psychicznego po przeczytaniu piątej części serii „Królowie Przeklęci” Maurice’a Druona. Tragiczny koniec miłości moich ulubionych bohaterów kompletnie wytrącił mnie z równowagi na parę dobrych dni. Chciałabym, żeby ten wątek skończył się inaczej, ale taki już los czytelnika, że nie może walczyć z przeznaczeniem, jakie pisarz ustanowił swoją boską mocą powieściowego demiurga… Są książki, po przeczytaniu których współczesne bestsellery bledną w moich oczach tak bardzo, że ciężko później znaleźć mi cokolwiek, co mogłoby wywrzeć na mnie jeszcze podobne wrażenie.”Królowie przeklęci” to według mnie naprawdę świetna pozycja.

W związku z tak dramatycznym  przerwaniem mojej przygody z „Królami…” planuję napisać niebawem coś o zakończeniach powieści. O tych szczęśliwych i tych bezdennie tragicznych… Jak zauważył mój mąż, w głębi duszy ludzi pociągają smutne zakończenia, ponieważ przypominają życie – długą opowieść z dość smutnym końcem. Czy też tak sądzicie? Czy chcieliście kiedyś bardzo zmienić zakończenie jakiejś powieści?

Piszę troszkę chaotycznie. Mam ochotę po prostu wyrzucić z siebie kilka wrażeń i przemyśleń. Żeby nie pogrążać się dłużej w smutku tragicznych końców muszę wyznać, że mój nastrój bardzo się ostatnio poprawił (hehe, to pewnie dlatego, że przyjaciółka kazała mi pić dziurawiec:D). Zaczęłam w końcu czuć, że moja powieść jest kompletna i doszlifowana.  Wcześniej byłam chyba zbyt zmęczona, żeby się tym cieszyć. Trapiła mnie taka twórcza melancholia. Drażniła świadomość potrzebnych poprawek. Tymczasem teraz… są już one ową przysłowiową „wisienkę na torcie”. Delektuję się każdym wygładzanym zdaniem czy modyfikowanym słówkiem. Otworzył się przede mną nowy etap.

Wiara w wartość mojego dzieła wzrosła na tyle, że zaczęłam się rozglądać za możliwością jego wydania.

Przyznam, że do tej pory nie przyglądałam się naszemu rynkowi wydawniczemu z punktu widzenia potencjalnej autorki. To pewnie dlatego, że książki, które czytam, pochodzą z bibliotek publicznych lub są ebookami – po prostu nie mam już miejsca na półkach w mieszkaniu… Nie zwracałam więc uwagi na konkretne, publikujące je oficyny. Mały reserach, który zrobiłam w Internecie – opinie o wydawnictwach, szanse na publikację itd. każe mi stanąć mocno na ziemi i realnie ocenić swoje szanse. Wśród informacji o nieubłaganej selekcji, niewypłacanych honorariach, kopiowanych okładkach, mailach bez odpowiedzi i przejmowaniu praw autorskich trafiłam nawet na  znaną (podobno) sprawę konfliktu Jakuba Ćwieka z wydawcą, który wypromował jego osobę…

Wszystko to jest deprymujące. Z tego co widzę nie tylko trudno jest się „wydać”, ale równie trudno – trafić na uczciwe wydawnictwo (mam wrażenie, że z tą uczciwością ogólnie w Polsce wiele firm ma problem – a wydawnictwa to po prostu firmy… Chyba pojęcie tak zwanej „misji” w dziedzinie kultury zdewaluowało się tu równie mocno jak w naszej telewizji publicznej ( = wrażenie z czasów, kiedy jeszcze ją oglądałam)).

Koniec końców stworzyłam sobie plik excel z listą wydawców, którzy publikują fantasy. Podzieliłam ich na trzy kategorie, w zależności od sposobu, w jaki chcą otrzymywać propozycje wydawnicze.

Pierwsza kolumna zawiera oficyny, które proszą o przesłanie mailem fragmentu powieści – od 10% do 30%, czasem podana jest konkretna ilość stron. Wymagane jest też streszczenie. Do wydawnictw, które proszą o przesłanie fragmentu należą Runa, PaperBack, Dom Snów, Znak oraz Zielona Sowa (ta ostatnia zajmuje się głównie literaturą dla dzieci i młodzieży, ale według mnie dałoby się i pod to podpiąć moją „baśniową” powieść).

Postanowiłam przystąpić do rozsyłania mojego utworu właśnie od zaprezentowania początkowego fragmentu – z jednej strony dlatego, że gdy chodzi o moje „dzieło” jestem trochę nieśmiała, z drugiej zaś – im więcej czasu na okrzepnięcie powieściowej całości, tym (według mnie) lepiej.

Czekam więc sobie spokojnie… Jak pisał w  wierszu Guillaume Apollinaire:

Comme la vie est lente
Et comme l’Espérance est violente

Woda jakże leniwa
Nadzieja nasza jakże natarczywa

(Nie podoba mi się ten przekład, chyba autorstwa Adama Ważyka, który znalazłam. Powiedziałabym raczej: Życie jest takie powolne, Nadzieja jest taka gwałtowna 🙂 )

Zawsze przypominają mi się słowa tego wiersza, kiedy na coś czekam.

Trzy miesiące stanowią standardowy czas oczekiwania na odpowiedż. A jeśli nikt nie odpowie? Wówczas –> kolumna druga, czyli wydawcy, którzy proszą o przesłanie mailem całości utworu wraz ze streszczeniem. Do tych należą m. in. Papierowy Księżyc, Czarna Owca, Supernova… Na końcu zaś mam plan uderzyć do wydawnictw, które proszą o kompletny wydruk. Ot, taka moja cicha strategia :).

Niezbyt wierzę w pozytywną odpowiedż, ale trzeba próbować. I tak satysfakcja, jaką odczuwam z napisania powieści naprawdę grzeje mi serce. 🙂 W najgorszym przypadku powstanie z tego ebook – wówczas mogłabym użyć moich osobliwych talentów plastycznych i sama zaprojektować okładkę :D. Tak naprawdę bowiem najbardziej zależy mi na podzieleniu się tą moją wymyśloną historią…

Dla wytrwałych, którzy dotarli do końca słowotoku, zamieszczam 2 dość różne stylistycznie i nastrojowo utwory jednego ze wspaniałych kompozytorów, którzy inspirowali mnie do pisania mojej powieści fantasy, do podążania za własną wyobraźnią: Petera Crowleya. Nie zliczę razy, kiedy jego muzyka towarzyszyła mi podczas pisania albo podczas porządków w mieszkaniu :-).

Link do kanału Petera na YouTube:

http://www.youtube.com/user/PeterCrowley83?feature=watch

Buy my music here :

Bandcamp : http://url.exen.fr/bandcamp
iTunes : http://ecra.se/B1
CD Baby : http://url.exen.fr/cdbaby
Amazon mp3 : http://ecra.se/B2

Zachęcam do wspierania tego świetnego kompozytora!

Comments

  1. ~blawoy

    😀
    Gratuluję serdecznie dotarcia do etapu, w którym rozgląda się już za wydawnictwami! 😀 Przede mną jeszcze taaaaakaaaaa dłuuuuugaaaaa droga… ;O Więc w sumie zazdroszczę ;P

    Ja z kolei równolegle z pisaniem swojego Wielkiego Dzieua czytam też sporo opinii na temat różnych wydawnictw, procesu wydawniczego, szans potencjalnych debiutantów, niuansów redakcyjnych i korektorskich itd… I sorry za to co powiem i jak to powiem, ale robię to dla dobra Twojego i Twojej książki ;D …ale metoda dzielenia wydawnictw wg formy nadsyłania propozycji wydawniczych jest sorry, ale no… głupia. Przede wszystkich chcemy dotrzeć ze swoją historią do tysięcy, jeśli nie milionów czytelników, tak? 😀 Dlatego odkładamy skromność na bok i walimy najpierw do wydawnictw najbardziej renomowanych i najprężniej działających ;P Od stwierdzania, że wytwory naszego czasu i wyobraźni są beznadziejne i nadają się tylko do kosza są redaktorzy, dla nas rękopisy są jak ukochane dzieci, wierzymy, że to Arcydzieła i jak dobre matki musimy się o nie zatroszczyć 😀

    Do końca mojego Dzieua jeszcze daleka droga, ale mam już upatrzone 3 ofiary. Pierwsze to Wydawnictwo Literackie, o którym do niedawna miałam mniemanie, że wydaje fantastykę naprawdę na poziomie i moja przygoda z nimi będzie wyglądała w ten sposób, iż tam moje Dzieuo zostanie ciepnięte do koszta najprędzej 😀 no, ale może przynajmniej jakiś pracownik się pośmieje ;D …jednak zobaczywszy ostatnio na ich stronie w nowościach „Grę o Ferrin” pozbyłam się kompleksów… Nawet jeśli tylko 1/10 opinii, które czytałam o tej książce jest prawdziwa, to musi być ona okrutnym gniotem, a skoro WL wydaje teraz również gnioty, to czemu nie moje Dzieuo? ;P
    Drugą potencjalną ofiarą jest Fabryka Słów. Trzecią Powergraph (podobno zawiesili przyjmowanie przesyłek z tekstami, ale liczę na to, że zanim skończę pisać, to już odwieszą ;D).
    Myślę, że można walić również do Zysku, wydają trochę świeżej krwi, w tym również i fantastykę, choć opinie o niektórych ich książkach na Biblionetce nasuwają przypuszczenie, że w ich wypadku o porządną korektę trzeba się zatroszczyć samemu ;O
    Chyba nie zaszkodzi też wypróbować rynkową świeżynkę, mianowicie Uruboros.
    Resztę… jeśli mniej lub bardziej grzecznie podziękują Ci w wydawnictwach, o których piszę 😉
    Dobrym moim zdaniem „researchem” w zakresie wydawnictw, w których warto wydawać (a jest to pomysł mój autorski, z którego jestem strasznie dumna ;D) jest coroczne przeglądanie listy zgłoszeniowej do Żuławskiego. Tam każe dzieło podpisane jest wydawnictwem, potem przeglądamy recenzje tych dzieł i śledzimy, jakich wydawnictw książki zgarniają nagrody. Potem bardzo ładnie wychodzi, kto wydaje gnioty, a kto dzieła. A ci, co wydają dzieła, przeważnie zapewniają też porządną korektę, redakcję, dystrybucję i szerszą lub węższą promocję.

    Oczywiście self-publishingom mówimy stanowcze NIE. Jeżeli wykopią nas z wszystkich wydawnictw, dzieło pokornie chowamy do szuflady, piszemy następne, a gdy już zgarnie wszystkie możliwe nagrody a wydawca błaga o więcej, wtedy wyciągamy z szuflady debiut… ;D

    Tak w ogóle to Runa, z tego co mi wiadomo, jakiś czas temu padła, a Znak chyba nie wydaje fantastyki ;O

    W ogóle się bardzo cieszę, że jest nowa notka ;D Co do…

    „Czy chcieliście kiedyś bardzo zmienić zakończenie jakiejś powieści?”

    Tak! Chciałabym, żeby „Przeminęło z wiatrem” miało zakończenie, a nie urywało się W TAKIM MOMENCIE! 🙁 Podobno powstał jakiś fanfic pt. „Scarlett”, ale z tego co czytałam, postacie zachowują się w nim kompletnie od czapy w stosunku do oryginału, więc może to i lepiej nie czytać wcale…

    Pozdro! 😀

    1. Post
      Author
      Paulina

      Hej!
      🙂 Dziękuję pięknie Blavoy za ciepły i jak zwykle bardzo cenny komentarz! Tak po cichu liczyłam, że właśnie może ktoś mi coś poradzi, podpowie… Dziękuję za podpowiedzenie paru wydawnictw – na Powergraph właściwie wcale nie wpadłam. Wychodzi na to, że jako początkująca autorka nie jestem za bardzo przebojowa – taka prawda, nigdy nie byłam mistrzem autopromocji. Pójdę za Twoja rada i na początek wyślę tekst do Uroborosa – motyw smoka pożerajacego własny ogon jest obecny w moim dziełku, więc może to dobra wróżba, hehe 😛
      Dzięki za krzepiace słowa i dodanie odwagi!Skromność faktycznie pora schować do kieszeni, co ma być to będzie i już…
      Prywatnie trzymam kciuki za Twoje dzieło! Może dziwnie to zabrzmi, ale naprawdę ciesz sie tworzeniem, nie ma co zazdrościć ukończenia powieści ( hehe, no, może tej satysfakcji odrobinkę ;-)), jak skończysz zabraknie ci tych pisarskich rozterek, jak po powocie z dalekiej podróży – zostaje taki cichy smutek, ze coś sie skonczyło ;).
      Pozdrawiam serdecznie!;-)

  2. ~blawoy

    „Wychodzi na to, że jako początkująca autorka nie jestem za bardzo przebojowa – taka prawda, nigdy nie byłam mistrzem autopromocji”

    To akurat może być Twój wielki atut ;D Podobno są ludzie, którzy do rękopisów załączają swoje numery kont bankowych i właśnie te rękopisy rzekomo lądują w koszach najszybciej… ;D nawet nie tyle z powodu bezczelności, ile z powodu istnienia pewnej ciekawej zależności: im skromniejsza osoba, tym większe szanse, że jej tekst okaże się dobry. 🙂

    „Może dziwnie to zabrzmi, ale naprawdę ciesz sie tworzeniem”

    Przeważnie się cieszę, ale trochę przeraża mnie ogrom pracy, jaka jeszcze przede mną… Tego nie miało wyjść aż tyle! ;O Natrzaskałam już ok. 150 tys. znaków, a minie pewnie jeszcze drugie tyle, zanim główny bohater w końcu pozna „mentora” ;O A tyle się ma jeszcze potem wydarzyć… Raz, że nie chcę, by wyszło mi drugie „Przeminęło z wiatrem” bo nikt czegoś takiego nie wyda debiutantowi, przynajmniej nie w Polsze, a dwa – może w pewnym momencie wyniknąć dla mnie konieczność pójścia do pracy, a wtedy pisarstwo bardzo ucierpi ;O

    A poczucie osierocenia znam, z różnych „śmiechostek” tworzonych w czasach gimnazjalno-licealnych. Rzeczywiście nieprzyjemne uczucie, ale istnieje na nie lekarstwo – zabranie się za nowe Dzieuo ;D A chodzi mi już po głowie jedno opowiadanko, z którego może wyjść nawet mikropowieść…

    Dobra, koniec tego dobrego, czas zamykać internet i zmykać do roboty, bo Wielkie Dzieuo się samo nie napisze! ;D

    Drukuj i wysyłaj, trzymam kciuki! 😀 Oczywiście liczę na jakieś wymienienie w podziękowaniach i egzemplarz z autografem 😀 😀 😀

    1. Post
      Author
      Paulina

      😀 Hehe, JESLI się uda podziękowania i egzemplarz z autografem masz jak w banku. 😀

      „Przeważnie się cieszę, ale trochę przeraża mnie ogrom pracy, jaka jeszcze przede mną… Tego nie miało wyjść aż tyle!”
      O, znam to! Krótkie formy zdecydowanie nie są moją mocną stroną – historie zazwyczaj rozrastają się w mojej głowie do niebotycznych rozmiarów, tak, że chwilami muszę je „przycinać”, jak jakieś zdziczałe, wybujałe rośliny:). Osobiście uważam że rozsmakowanie się w rzeczywistości danej opowieści, poznanie i zrozumienie bohaterów wymaga dużo literackiej przestrzeni… Tak więc – ja tam uwielbiam obszerne historie! 🙂

      „Rzeczywiście nieprzyjemne uczucie, ale istnieje na nie lekarstwo – zabranie się za nowe Dzieuo ;D”
      Moja gorąca głowa już obmyśliła, nawet nie jeden, tylko dwa pomysły, każdy ma już swój krótki zaczątek 😉 Ale niestety w najbliższym okresie zwyczajnie nie am czasu na pisanie – tzn. takiego czasu, kiedy nie muszę się za bardzo spieszyć, mogę spokojnie pomyśleć, szukać wiadomości i tworzyć… W tygodniu praca, w weekendy studia i dość dalekie dojazdy – niestety taka moja szara rzeczywistość… Mam nadzieję, ze odmieni się to jakoś za kilka miesięcy – na szczęście studia trwają tylko rok, ale za to wymagają sporo wysiłku jak dla mnie…

      Ja też muszę zmykać – czeka mnie jeszcze dziś parę megapilnych tłumaczeń na sobotę…

      Raz jeszcze pozdrawiam ciepło! 🙂

  3. ~blawoy

    ” JESLI się uda podziękowania i egzemplarz z autografem masz jak w banku. ”
    Uda się, prędzej czy później 😀 Także czekam z niecierpliwością 😀 😀

    „Osobiście uważam że rozsmakowanie się w rzeczywistości danej opowieści, poznanie i zrozumienie bohaterów wymaga dużo literackiej przestrzeni… Tak więc – ja tam uwielbiam obszerne historie”

    O, to, to! Zauważyłam, że sama coraz częściej dobieram sobie książki stosując kryterium… grubości. A dokładniej wybieram sobie „powieści” – jak je nazywam – „napisane z rozmachem”, czyli – ma być dużo różnych bohaterów o wyraźnie zarysowanych charakterach, którzy się kochają, nienawidzą, spiskują, akcja tocząca się na przestrzeni lat + najlepiej jakaś wojna w tle. I tak czekają sobie w kolejce „Wojna i pokój” oraz „Cichy Don”, a aktualnie na warsztacie „Północ i południe” (tu akurat bohaterowie płascy niczym klata Anji Rubik, choć muszę przyznać, że mimo to czyta się bardzo szybko i przyjemnie, a może rozwinie się z czasem).

    I ani się obejrzałam, jak podobne „atrakcje” zaczęły się materializować w fabule Dzieua… M. Mitchell podobno pisała swoją książkę przez 10 LAT. Aż takie grube jak PZW mi moje Dzieuo nie wyjdzie, niemniej jednak… prawdę mówili ci, którzy napisanie powieści porównywali do przebiegnięcia maratonu. I zaczynam już rozumieć uznanych pisarzy, radzących tym początkującym, by najpierw wprawiali się za pomocą opowiadań… Ale cóż poradzić, gdy akurat nie masz pomysłu na opowiadanie, za to masz pomysł na powieść, który wydaje Ci się zajebisty, tylko jeszcze nie wiesz, czy będziesz potrafiła go równie zajebiście opisać, tak, żeby go nie spier****ć 😀 Ale nie ma wyjścia, próbować trzeba. Pół biedy, bo gdzieś tak do połowy całkiem porządny research mam już odwalony (szczegóły sprawdzam na bieżąco), ale… jak tak patrzę na te wszystkie zalegające półkę grube tomiszcza na temat okupowanej Warszawy, które trzeba będzie przeczytać, to mi się trochę słabo robi ;O ;O

    …a dalekie dojazdy to akurat idealna sposobność do obmyślania fabuły! 😀 Ja, gapiąc się godzinami przez okna autobusu, zawsze jestem myślami gdzieś daleko. No, chyba że kierujesz samochodem. To przypuszczam, że do dupy, chociaż nie mam pewności, do tej pory nie zrobiłam prawka ( ;P)

    Sorry, że Ci tak zaśmiecam bloga, ale nurtuje mi potrzeba dzielenia się tym wszystkim z żywą osobą, a matka i znajomi się do tego celu nie nadają, bo zamiast wykazać zrozumienie, tylko dziwnie patrzą i wtrącają głupie uwagi… ;p

    Btw – napisałam cały akapit 😀 ahaha

    1. Post
      Author
      Paulina

      „Sorry, że Ci tak zaśmiecam bloga, ale nurtuje mi potrzeba dzielenia się tym wszystkim z żywą osobą, a matka i znajomi się do tego celu nie nadają, bo zamiast wykazać zrozumienie, tylko dziwnie patrzą i wtrącają głupie uwagi… ;p”

      Nie zaśmiecasz, rozumiem Cię doskonale! Cieszy mnie nasza krótka wymiana poglądów od czasu do czasu. Tak to jest, że syty głodnego nie zrozumie, a ktoś, kto nie porwał się na powieść (albo inną działalność twórczą) nie zrozumie osoby, która się tym para… Pisanie wiąże się z twórczą samotnością, która czasami naprawdę ciąży… Ja też najczęściej nie mam z kim porozmawiać o moich rozterkach ( jak próbuję, wychodzi interaktywny monolog ;-)), a bardzo chciałabym sie wygadać – dlatego popełniam czasem takie bardziej osobiste, przemyśleniowe wspisy. 😉
      Nie czytałam „Cichego Dona” ani „Północ Południe” (=jeden z ulubionych seraili mojej Babci), ale na pewno szybko to nadrobię 😉

  4. ~blawoy

    ” „Północ Południe” (=jeden z ulubionych seraili mojej Babci),”

    😀
    Żeby nie było nieporozumień – chodziło mi o książkę J. Jakesa, a nie E. Gaskell 🙂 Tamta druga nazywa się tak samo i też jest serial pod tym samym tytułem (nim się z kolei bardzo zachwyca moja koleżanka, zwłaszcza głównym bohaterem) – też będę czytać i oglądać, tylko jeszcze nie wiem, kiedy zdążę się wyrobić ze stertami literatury zalegającymi mi na łóżku i półkach 😀

  5. ~Wicca

    Wybacz ten radosny spam, ale musiałam ^^”

    Uwaga, moi drodzy!

    Właśnie ruszył projekt wspierający wydanie pierwszego tomu mojej serii fantasy „Dzieci Starych Bogów”. Jeśli chcecie pomóc, pośmiać się z rudego Wilka albo po prostu sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi, kliknijcie proszę na ten link. 

    Będę też niezwykle wdzięczna, jeśli podzielicie się tą informacją ze swoimi znajomymi – wiem, że to głupia prośba, ale jednocześnie jest to jedyny sposób, by zgłoszony przeze mnie projekt nie przepadł bez echa. Za wszelką pomoc po stokroć dziękuję!

    https://wspieram.to/800-dzieci-starych-bogow-smiech-diabla.html

    Więcej informacji na: http://www.wiccawart.blogspot.com

    1. Post
      Author
  6. ~mazurjinez

    Gratulacje z okazji ukończenia pracy. Jak wspomniałaś, teraz etap końcowy – szukanie wydawcy. Gdy poczytać opinie o rodzimym rynku wydawniczym, włosy stają dęba. Z wydawaniem debiutów jest tak źle, że liczni desperaci dają się wciągnąć we współfinansowanie, jak widać powyżej 🙂

    1. Post
      Author
      Paulina

      Witaj mazurjinez,
      Pięknie dziękuję za ciepły komentarz 😉
      Ostatnio mimowolnie zaliczam małą przerwę jeśli chodzi o tego bloga z powodu sesji, potem świątecznej bieganiny i paru spraw osobistych. A jednak i tak ktoś to czyta 😛
      Jeśli chodzi o współfinansowanie to jestem w stanie zrozumieć osoby, które się na nie decydują, mimo że sama raczej bym się na to nie porwała. Każdy ma jakiś pomysł na siebie i na to co zrobić ze swoją twórczością.
      Ostatnio trafiłam na cytat, który skojarzył mi się z takimi dylematami:
      „Bóg tak stworzył świat, że nie mamy władzy ani nad miłością, ani nad procesem twórczym, ani nad pieniędzmi. We wszystkich tych trzech przypadkach decyduje fart. Współdziałanie talentu, miłości i pieniędzy to przestrzeń, w której bez ustanku znajduje się pisarz, sprawiając tylko wrażenie, że panuje tylko nad jej regułami.” (Wiktor Jerofiejew)
      Jeśli mi nie wyjdzie z wydawaniem to może kiedyś wrzucę powieść po kawałku na bloga – kusi mnie trochę coś takiego, lubię dzielić się opowieściami i nie zależy mi na papierze i okładce aż tak, jak mi się kiedyś wydawało. Chyba ważniejsze jest to, żeby wciągnąć w naszą opowieść żywego człowieka, wywołać zaangażowanie – osobiście to mi się wydaje stanowić największą frajdę i satysfakcję.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego na nadchodzący rok!

  7. ~mazurjinez

    Dziękuję, wzajemnie. Widzisz, u mnie to działa tak, że jakiejś specjalnej motywacji do prób wydawniczych nie ma. Z pewnością miło byłoby zobaczyć kiedyś coś swojego w wersji ‚twardej’, ale cel jest zupełnie inny. Piszę sobie i dzielę się z małym kręgiem znajomych, na razie na zasadzie lekkiego żartu. I to, trakotwane zdrowo, a więc jako hobby, mi wystarcza (na razie!).
    Co do współfinansowania – problematyczne jest tutaj rozreklamowanie produktu. W dziewięciu przypadkach na dziesięć kończy się pewnie tym, że autor ma w domu 90% nakładu.
    Kwestia techniczna, jeśli można. W jakim programie pisałaś swoją powieść?

    1. Post
      Author
  8. ~kocmołuch

    Przepraszam za tego poprzedniego komenta, to był próbny.
    Podoba mi sie twój blog, ale obserwuje u sibie coraz nizszy poziom niestety.
    Zaczynam sie zastanawiać czy to moje powołanie – świetnie odnalazłam sie w kilku opowiadaniach, które wdg znajomych wyszły świetnie.
    Jednak gdy zaczęłam prace na wiekszym projektem (który bym juz planowany i projektowany od 4 lat) idzie trudniej.
    I martwi mnie tez, ze z każdym szkolnym wyracowaniem, dostaje coraz goesze oceny, ostatnio włeciała mi pała..
    Wiem, może troche to nie w temacie, jednak szukam jakiejs rady.
    Nie jestem orłem z polskiego i boje sie, ze to wywiera zły wpływ na moją twórczość.
    Podsumowując – mogłabym dostać od Ciebie jakies rady? Jestem naprawde zawiedziona, siedze przed pusta kartka, nie mogac sklecić 2 zdań, które mnie zadowola, a wiąże z tym projektem ogromna nadzieje. Problem polega na tym, że wszystko co pisałam do tej pory, było pisane stylem dość luźnym – potoczny jezyk bohaterów, indywidualizacja tego jezyka, przekleństwa, sarkazm itp.
    Tu sprawa wygląda inaczej, oczywiście nie zamierzam wyzbywać się sarkazmu, w ktorym mogłabym sie pławic, jednak zalezy mi tez na powadze. A to nie łatwe – cos co nie ma być smieszne, wychodzi w moim wykonaniu niezbyt zachecająco. Po prostu jest to puste, bezplciowe, nudne itp.
    Jestem skazana na kleske???
    Sory za błędy , naprawde nie mam teraz ochoty myslec nad ortografia i interpunkcją…

    1. Post
      Author
      Paulina

      Hmm… Wybacz jeśli będę pisała trochę nieskładnie, ale jestem bardzo zmęczona, a powinnam dalej siedzieć i tłumaczyć akty zgonu i akty małżeństwa na sobotnie zajęcia 😉 To dopiero jest „puste, bezpłciowe, nudne…” 😉
      A tak poważnie, od czego by tu zacząć? Rady będą osobiste, tak od serca, i oczywiście całkowicie subiektywne. W końcu jestem sobie tylko lubiącą pisać dziewczyną ze skończoną jedną powieścią.

      „Nie jestem orłem z polskiego i boje się, ze to wywiera zły wpływ na moją twórczość.”

      Będę szczera, to że język polski kuleje widać po Twoim komentarzu. Chodzi głównie o literówki. Brakujące ogonki mogą świadczyć o tym że pisałaś „na szybko”, ale tez o zwyczajnym niechlujstwie – postaraj się nad tym zapanować 😉 Pisarz to ktoś, kto do pewnego stopnia „pracuje” za czytelnika – niech ten ostatni nie musi domyślać się na przykład, o jaką formę gramatyczną danego wyrazu chodzi. Zagwozdki i zagadki niech będą domeną fabuły, a nie ortografii 😉

      Oczywiście, że język ma wpływ na twórczość – w pisaniu na poważnie to język jest Twoim narzędziem tworzenia, jest jakby materią dla wyobraźni i formą dla zmysłów. Tworzysz językiem, jak taki demiurg – Ty piszesz, a rzeczy dzieją się – na papierze i w Twojej głowie. Nie jestem za bardzo religijna, ale kojarzy mi się to z biblijną Księgą Rodzaju – zawsze podobał mi się ten motyw, że Bóg mówił, a świat stwarzał się pod wpływem jego słów 😉

      Sposobem na doskonalenie warsztatu językowego jest przede wszystkim czytanie. Czytaj dużo i często – w autobusie, w tramwaju, do poduszki. Poszukaj książek, które Cię zainteresują. Literatura żywi się literaturą. Nie ma innego wyjścia. Ten, kto niewiele czyta, niewiele też napisze.

      „Zaczynam sie zastanawiać czy to moje powołanie”
      Lepiej się nie zastanawiać. Jeśli nie wiesz, ale tak przeczuwasz, zacznij pisać, żeby się przekonać. Chyba każdy ma wątpliwości. Można mieć talent, ale bez pracy i on chyba nie wystarczy. Poza tym zależy, co rozumiesz przez „powołanie”. Dla mnie oznacza to pasję, coś, co potrzebujesz robić, żeby być w pełni sobą. Powołanie nie oznacza dla mnie jakiegoś nieziemskiego talentu i idącego za nim, oszałamiającego sukcesu. Wystarczy, że pisanie sprawia Ci wielką radość – kto wie, być może przyjdzie sukces, ale niekoniecznie. Z powołaniem jest też tak, że większość ludzi, moim zdaniem, wybiera je sobie, a nie się z nim rodzi. Niewiele osób od dziecka dotyka jakiś opatrznościowy czar, dzięki któremu wiedzą, co chcieliby robić. Mogą za to dokonać właściwego wyboru próbując różnych rzeczy i znajdując w nich radość 😉

      „Jestem naprawde zawiedziona, siedze przed pusta kartka, nie mogac sklecić 2 zdań, które mnie zadowola, a wiąże z tym projektem ogromna nadzieje.”

      Znam to, nie zliczyłabym dni, kiedy jestem zawiedziona moim pisaniem. Zawiedziona na wskroś, do szpiku kości, przybita rzeczywistością jak wysuszony motyl długą, cienką szpilką. Rozczarowana że nie jest tak, jak chcę, chociaż tak bardzo, tak cholernie się staram. A potem przychodzi nowy dzień i znowu się uśmiecham, albo wpadam na świetny pomysł i od pierwszej minuty poranka wypełnia mnie ekscytacja 😉

      Radziłabym Ci zrobić sobie w takiej sytuacji małą przerwę. Może właśnie za bardzo chcesz, za bardzo się spinasz, jak sama piszesz, wiążesz „wielkie nadzieje”… Spróbuj złapać do tego dystans. I dać sobie czas. Osobiście wierzę, ze naprawdę dobre rzeczy powstają z czasem… Tymczasem kiedy piszesz, zaczyna doskwierać niecierpliwość (u mnie w dodatku daje o sobie znać choleryczny charakter;-)).

      „Problem polega na tym, że wszystko co pisałam do tej pory, było pisane stylem dość luźnym – potoczny jezyk bohaterów, indywidualizacja tego jezyka, przekleństwa, sarkazm itp.”

      Staraj się czytać książki pisane stylem, jaki chciałabyś zastosować w Twojej powieści. Stylu można się do pewnego stopnia nauczyć albo go „podłapać” od rożnych autorów. Z tego, co piszesz, przydałoby Ci się moim zdaniem poczytać literaturę tzw. wysoką, może jakichś klasyków?
      Hehe, chociażby taki Słowacki:

      „Chodzi mi o to, aby język giętki,
      powiedział wszystko, co pomyśli głowa;
      A czasem był jak piorun jasny, prędki,
      A czasem smutny jako pieśń stepowa”.

      😛 Przyznasz, że piękna myśl – uwielbiam ten fragment „Beniowskiego” 🙂

      „Jestem skazana na kleske???”

      Jeśli Ty jesteś, to pewnie ja też 😉
      Ale chcę wierzyć, że to nie jest prawda i że mamy wpływ na nasze przeznaczenie.

      Pozdrawiam Cię i życzę, żeby Ci się powiodło.

  9. ~kocmołuch

    Na wstępie dziękuje za tak szybką odpowiedź.
    Raczej w grę wchodziło zmęczenie, czasem człowiek olewa gramatykę i pisze bez patrzenia na klawiaturę. A mówiąc, że nie jestem orłem z polskiego, miałam raczej na myśli to, że..hm..mam problemy, np. z interpretacją wierszy ( >.< ) , tymi wszystkimi pierdołami, wypracowania szkolne zawalam jedno po drugim, choć dobrze pamiętam czasy kiedy pisałam najlepiej w klasie. Problem w tym, że proza, to nie to samo co jakieś durne porównanie tekstu czy rozprawka. To się zupełnie różni stylem, ale mimo to miewam dni kiedy ta moja niemoc w pisaniu po szkolnemu strasznie mnie dołuje i tracę wiarę, ze potrafię coś napisać dobrze.
    Czytanie…ahh… nikt w moim mieście nie przeczytał tyle książek co ja ^^
    Co do stylu to tez jest to głęboki temat. Styl mam jaki mam, trochę prześmiewczy, humorystyczny, naładowany sarkazmem aż po same brzegi taki w jakim czuje się najlepiej i wcale nie chce się go wyzbywać. Jednak są sceny, które wymagają powagi. Kiedy chcę, żeby dana scena była smutna, wzruszająca – wtedy zaczyna się górka, tekst staje się monotonny, taki typowy dla wszystkich "pseudo pisarzy" tworzących internetowe fanfiki. A przecież nie można wszystkiego napisać ironicznie i z humorem. Wkroczyłam już na taki poziom, w którym nie mogę napisać wszystkiego w taki sposób. Potrzebuje wszystkiego – zarówno scen humoru, kpiny jak i scen romantycznych, wzruszających, smutnych. Dokładnie tak jak w podanym przez ciebie fragmencie Benka.
    Rzeczywiście, nie pomyślałam o czytaniu literatury wyższej. Zawsze gardziłam czymś takim i wybierałam kryminał, fantasy, czy horrorek.
    Niemniej, bardzo mnie cieszą twoje rady, i także życzę ci powodzenia :3
    PS: Też kocham Zieglera <3

    1. Post
      Author
      Paulina

      Ziegler jest cudowny!!! 🙂 Jak pewnie już wiesz uwielbiam też Petera Crowleya i Brunuha Ville 🙂

      Co do stylu, masz rację, to bardzo gęsty i złożony temat, i oczywiście raczej brak tu jakiejś złotej recepty. Pomyślę o tych wzruszeniach i smutkach… Powiem Ci że ja miałam kiedyś inny problem – tego typu sceny wychodziły mi, w moim odczuciu, za bardzo egzaltowane. Zajęło mi trochę czasu zanim nauczyłam się je trochę „temperować”. Myślę, ze pisanie o emocjach to wielka sztuka. Mam jeszcze pytanie do Ciebie, tak, żeby trochę lepiej zrozumieć w czym tkwi szkopuł, a mianowicie:

      „Kiedy chcę, żeby dana scena była smutna, wzruszająca – wtedy zaczyna się górka, tekst staje się monotonny, taki typowy dla wszystkich „pseudo pisarzy” tworzących internetowe fanfiki”

      Czy masz trudność z ustaleniem, nazwijmy to, „bodźca”, wydarzenia, motywu który ma powodować ów smutek, czy raczej z opisaniem emocjonalnych reakcji bohatera? Monotonia bowiem może wynikać z jednej z dwóch rzeczy (albo z obu naraz, hehe) – albo jest to kwestia „mechaniki” tekstu, abo języka… Tak przynajmniej mi się zdaje 😛

      Powiem Ci jeszcze że myślę że pisanie językiem potocznym też jest dużą umiejętnością. Każdy ma coś, w czym czuje się najlepiej. Ja na przykład, dajmy na to, pisząc moją powieść fantasy szlifowałam przez długi czas styl taki hmm… nawet nie wiem jak to powiedzieć… lekko stylizowany, dobry dla średniowiecznych i baśniowych klimatów, w jakich obracała się moja Wena 😉 No wiesz: miecze, sztychy, puśliska, trebusze…. Wiec teraz stylu typowo potocznego w pisaniu uczę się trochę na nowo.

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  10. ~kocmołuch

    Odpowiadając na pytanie: Zdecydowanie pisanie, wyrażanie emocji bohatera jest dla mnie trudne. Bo nie sztuka napisać: „Tego dnia X był smutny”
    No nie ukrywając – nie można znowu przesadzić, jakbym napisała że „Przez duszę X przepłynął potok czystego smutku, zasnuwając umysł i przyćmiewając zmysły, sprawiając, że serce łzawiło niewidzialną krwią, bla bla” – jak czytam tym podobne „wzniosłe opisy” w niektórych „internetowych dziełach” (zdarzały się jeszcze bardziej „ambitne”) to aż mnie ciary przechodzą i bynajmniej nie z zachwytu…
    Ja również pisze w TYCH klimatach, fantasy to jest jednak to^^^^
    Jeszcze dodam coś więcej o emocjach – styl to jedno, a opisywanie uczuć uważam już za coś innego. Trudno mi jest pisać np. o miłości, po prostu pisząc coś takiego, a potem czytając to, śmieje się z własnej siebie. Nie wiem, może to jest dla mnie po prostu krępujące, może boje się, że to zbyt śmiesznie brzmi…A napisanie sceny „bardziej” miłosnej (…) to już masakra – nie o tyle, ze wstydzę się to napisać…ale o tyle, że wyobrażam sobie, że ktoś to czyta – wtedy od razu drę kartkę na milion kawałków. Emocje to też nie mój konik, ale to chyba przez moją wrodzoną nieczułość. Cóż, pisanie takich rzeczy jest krępujące. A przeciez wiem, że to trzeba zniwelować, bo inaczej dupa..
    eh…

    1. Post
      Author
      Paulina

      Dzięki za odpowiedż!
      Rozumiem teraz lepiej, o co Ci chodzi… i chyba zainspirowałaś mnie do kolejnego wpisu.
      Mam nadzieję, ze uda mi się wyczarować go jakoś niedługo.
      Też jestem raczej skrytą osobą, jeśli chodzi o okazywanie emocji – mam w charakterze jakąś taką zewnętrzną powściągliwość, na otwarty romantyzm i tym podobne gwiazdorzenie reaguję nieuleczalną ironią – ale ponieważ bywam dosyć uszczypliwa, tę ostatnią najczęściej też staram się zachować wyłącznie dla siebie 😉

      „No nie ukrywając – nie można znowu przesadzić, jakbym napisała że „Przez duszę X przepłynął potok czystego smutku, zasnuwając umysł i przyćmiewając zmysły, sprawiając, że serce łzawiło niewidzialną krwią, bla bla” – jak czytam tym podobne „wzniosłe opisy” w niektórych „internetowych dziełach” (zdarzały się jeszcze bardziej „ambitne”) to aż mnie ciary przechodzą i bynajmniej nie z zachwytu…”

      Hehe, zgadzam się w 100%, też uważam, że w podobnych przypadkach mniej znaczy więcej…

      Z drugiej strony „Tego dnia X był smutny” jako opis emocji jest zdaniem-wydmuszką. Głównie dlatego, że czasownik „być” to najbardziej ogólnikowy i najmniej dynamiczny z czasowników, a w połączeniu z dość ogólnym przymiotnikiem „smutny”, odwołującym się do stanu obniżenia nastroju, nie mówi nam prawie nic… Przynajmniej w powieściowym kontekście. Czasownikowi „być”z przymiotnikiem mówimy zdecydowane nie 😛

      Tak jak napisałam, postaram się przemyśleć gruntownie temat i stworzyć jakiś sensowny wpis, choć nie wcześniej niż w przyszłym tygodniu…
      Miłego końca wieczoru!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *